"Nie pamiętam kiedy byłem taki szczęśliwy. Gdy budzę się rano, jeszcze zanim siostra wejdzie robić pobudkę i myć, leżę sobie z zamkniętymi oczami, słucham i myślę, jak bardzo mam już to wszystko za sobą. Wszystko, nie tylko wojnę. Jestem jeńcem, więźniem tego świata. Przestałem się buntować. To fantastyczne uczucie, wszystko wydaje się takie nieważne."
Ursula K. Le Guin
jedno z opowiadan, jej
www.pvek.org www.rroarr.blog.pl www.setlur.blog.pl www.niewyzyty.blog.pl www.skalpel.blog.pl www.misu.blog.pl www.juriusz.blog.pl www.pognieciony.blog.pl www.mike-world.blog.pl www.illusionis.blog.pl www.urbandictionary.com www.pinknews.co.uk nictuniemanictuniemanictuniemauniama
księga wizytatorów
to nie jest moje


"szczegÓł, ogÓrek,
pSZczoła, pRZodek"

raport podpisł agent
Miodek





Czołgiem najlepiej - za NIE

Z fatalnym opóźnieniem podajemy, że w czasie spotkania z kanclerz Merkelową w Walii Lech Kaczyński z pogardą patrzył na Niemkę, która miała tylko dwóch swoich ochroniarzy, a on przywiózł sobie sześciu. Żeby się jeszcze silniej wyróżnić, nasz prezydent zażądał pancernej limuzyny. Ponieważ w Walii takiej zapory przed miłością ludu w ogóle nie było, gospodarze musieli sprowadzać auto pancerne z Belfastu – poinformował „NIE” członek świty Lecha K.


22.02.2007

dawno nie pisałem w związku z uzależnieniem od gry komputerowej.

wczoraj poszedłem kupić bagietkę do supermarketu i kupić aspirynę jeszcze bo kaszle. nie sprzedali. nie wyglądam na 21 lat... aspiryny. kurwa mac. chorować sie nawet nie da. ja sie teraz zastanawiam czy to dlatego, ze na opakowaniu pisze ze w żadnym wypadku nie podawać poniżej 16 lat bo cos tam powoduje strasznego i armagedon. czy moze da sie to cpac jakos ciekawie? dunno.

cliff został przebookowany na kwiecień i krakowska paradę pedalska i tak jest lepiej. ostatnio jak u niego bylem przegadałem prawie trzy godziny z jego matka. nudziło mi sie bo on jeszcze spal, a ona byla w kuchni gdzie sobie herbatę robiłem. troszkę sie az nieswojo czulem robiąc ta herbatę i i wyciągając ja z szafki za pierwszym razem przy jego matce :D a mamusia fajna. i jeszcze nam znowu obiado/kolacjo/śniadanie zrobiła do lozka. milo


27.01.2007

zaskakujące jak nagle mi sie duzo wolnego czasu zrobiło jak przestałem spać 11 godzin dziennie. kto by sie spodziewał. coraz, coraz fajniej z cliffem, długie rozmowy u niego na lozku. mamusia przynosząca obiadek, filmy i gadanie do 4 rano i... fajnie jest. sie prawie poplakalem ostatnio. zbyt fajnie moze.

standardowa ostatnio trasa jechałem i wreszcie dostalo sie w moje dłonie najnowsze wydanie gazetki camden. zakochany w niej jestem, chyba najlepsza lokalna. oczywiście planowanie i inwestycje rozbudowane. i duza sekcja listów, ciekawych listów. potem oczy w gazetę i w autobus juz wszystkie organy. nuda, standard, monotonia. chociaż moze nie nuda, tylko wlasnie ta monotonia. sen, papu, znajomi, praca, papu, siku, sen, cliff, papu, cliff, siku, cliff, sen, papu, cliff, praca...

czegoś mi brakuje, nie wiem czego. znaczy jak z nim jestem to nie. ale jak nie, to tak. - jak nie jestem.


07.01.2007

sylwester w pracy. strongbow, tequila z żurawiną i niespodzianka. niespodzianka w postaci extasy. nie mila niespodzianka, nieświadoma. potem zimno, jeszcze zimniej, najzimniej. a piotruś na parkiecie z dymiącym kubkiem gorącej herbaty, w bluzie i zimowej kurtce. i wszyscy sie dziwnie patrzą... potem juz ok, koniec pracy, przeprowadzka do innej knajpy tej samej firmy na następną dawkę darmowej tequili. z żurawiną i długie rozmowy o ikea'i z matt'em. potem zjazd lekki az do wtorku/środy. wow.



30.12.2006

urodziny były. cliff spóźniony 4 godziny bo na imprezie ugrzązł w brighton... ale kurczak bardzo fajny, ino warzywa takie... niedoopisania. dziwne po prostu. no i mamusie poznałem.

bezobciachowo wyciągnęła z siatki z zakupami 2 butelki piwa tyskie, paluszki lajkonik i chleb z napisem "polish". po chuj. nie wiedziałem czy sie mam obrazić, czy podziękować, czy o co chodzi. taki, ot, to lol urodzinowy.

a w krakowie będę od 2 do 8 marca. z cliffem. weekend wliczony.


19.12.2006

mieszane uczucia. to mi pierwsze przychodzi. drugie, bardziej adekwatne... wymieszane, kurwa, poprzewracane.

shortbus. film. oglądałem i mnie zjadł, milo bardzo. toż to chyba pierwszy co chciałem zostać na następny seans. dziwne. wyśmienite. kosmiczne. i... w ogóle.

jakoś sie pozbierać wciąż nie mogę.

(to pisałem pijąc piwko w knajpie i podrywając takich tam dwóch mimo iz nie powinienem bo chyba mam chłopaka, a teraz dodatek:)

a przed chwila dostałem list z University College London ze mnie przyjęli. i teraz sie będę wszystkim chwalił co najmniej dwa razy znając moja pamięć. z góry przepraszam i proszę docecie moja skromność. kurwa.


17.12.2006

bylo interview na UCL, bylo fajnie. ja sie cos za bardzo puszczam, mniej fajnie. no i sie stresuje wynikiem, podobno przed świętami dostane.

i wpadając w polemikę - ja piwa nie pije rzeby sie upić. i mi nie przeszkadza ze ma 4.4% alkoholu...

próbowałem ostatnio znaleźć sobie faceta. moze znalazłem, chuj wie. widzimy sie we wtorek i sie zobaczy. a w czasie szukania doszedłem do wniosku, ze tego sie szukaniem nie powinno nazywać. raczej puszczaniem. shit.

czytałem "człowiek z wysokiego zamku" dick'a. i sie zachwycam niesamowicie. jakieś takie nowe spojrzenie mam teraz na rzeczywistość. cenne.


27.11.2006

odwieczne pytanie "czy istnieje życie po śmierci" zostało ostatnimi laty zastąpione pytaniem "czy istnieje życie przed śmiercią"

a ja upiłem się 330 mililitrami cienkiego piwa. sukces w gospodarce zasobami naturalnymi. wystarczy być makabrycznie zmęczonym. wypić jedną malutką buteleczkę strongbow o 5 rano. i wejść do biura, spytać się managera "where is the rota for the New York's Eve?".

transport publiczny do i z pracy - 2 funty, piwo strongbow - gratis... wszyscy w pracy śmiejący się z ciebie - bezcenne. a pensję możesz przepierdolić z mastercard. albo maestro, jak kto woli.


17.11.2006

in my church we don't believe in mormons.

jesień się zaczęła wreszcie. nie wiem czy można używać pojęcia "złota polska jesień" w stosunku do londynu. chociaż... to polskie miasto. niestety.

a ja zgodnie z realizacją planu trzyletniego znalazłem dodatkową pracę. pracę imprezową. nocną. w pedalskim klubie. i jest zajebiście. niestety.

także teraz pięć dni i pięć nocy pracuję. jedna praca na gadu-gadu. druga praca w knajpie. miło. i nawet ładne napiwki są. tyle, że "napiwek" to zły termin. niestety.


31.10.2006

unconditional

dostałem. miło jest i się chwalę. jakaś taka euforia we mnie uderzyła. chociaż narazie to tylko na south bank. no ale bez interview. miło. miło. miło. miło.

podejrzanie miło się człowiek czuje jak go na uniwersytet przyjmą. bez interview. miło. bardzo miło